jak zostałam włoszką

Czyli spotkanie z Zadie Smith.

Zadie

Przyznam się otwarcie, że po rozczarowaniu książką Zadie trochę mi się nie chciało iść na to spotkanie z nią. Na dodatek zmęczenie wywołane upałem i intensywnym okresem w pracy odebrało mi ochotę na jakiekolwiek aktywności inne od leżenia i czytania. No, ale. Poszłam.

I Zadie okazała się świetna. Taka, jaką sobie wyobrażałam po przeczytanych z nią wywiadach. Na początek przeczytałam nam fragment z NW, chyba najlepszy z całej książki, czym na pewno zachęciła tych przybyłych, którzy jeszcze książki nie czytali. Nawet ja po powrocie do domu zbarałam się za NW z nowym entuzjazmem i lektura zaczęła mi sprawiać przyjemność.

W czasie spotkania Zadie opowiadała o czytaniu książek: Books formed me and I believe this happened to many people (tak!), o postaciach w powieściach: Not liking characters is a disease. It’s pathetic. Not everything has to be pleasing. (haha, ponownie utwierdzam się, że moje zastrzeżenia do NW są nie do końca literackie!), o bibliotekach, i o tym jak ważne jest dla człowieka, że może poprzebywać w miejscu, w którym nie musi niczego kupować, może tam po prostu być (w zeszłym roku wiele bibliotek w UK stanęło przed groźbą zamknięcia i Zadie bardzo się zaangażowała w ich obronę; niestety nie wszystkie udało się uratować, prawdopodobnie Kensal Rise Library, w której ratowanie Zadie była najbardziej zaangażowana, jednak zostanie zamknięta; wzrusza mnie jednak każda taką inicjatywą, kiedy ludzie zamiast chłodno kalkulować, po prostu działają i nie przejmują sie tym, że może się nie udać lub tym, że innym się nie udało). Zadie mówiła też o pisaniu: Sitting and writing all day is very boring. You need to find ways to excite yourself. Hm, sounds naughty!, o prowadzeniu warsztatów kreatywnego pisania na NYU i o tym, że nauka pisania tak naprawdę jest nauką czytania: Reading is essential. Writing class is really reading class. I o korzyściach płynących z uczenia hipsterów: You are teaching hipsters so you are always onto next thing. O tweetowaniu, kiedy ktoś z publiczności zapytał, czy uważa, że przynależy do wymierającego gatunku: Sure. Even if I didn’t have any children I wouldn’t tweet. O przyjemnościach płynących z wymyślania opowieści, na przykładzie Hilary Mantel, której zarzucano często, że historię po prostu wymyśliła: I’m sure for her it is where the pleasure is.

Na spotkaniu Zadie okazała się po prostu bardzo fajną osobą. Jasne, na pewno takich spotkań miała setki, więc dla niej to nie była nowa sytuacja. Mimo tego widać było, że to pewna siebie i pełna humoru kobieta. Pełna luzu, mówiła, to co myśli, zero wymuszenia. Na spotkaniu z nią czułam się jakbym słuchała opowieści dobrego znajomego, a nie siedziała w pokoju pełnym obcych ludzi i tylko słuchała odpowiedzi na pytania zadane przez dziennikarza.

ja i zadie

Na sam koniec spotkania ustawiłam się w kolejce po autograf. Kolejka była długa, ale Zadie bardzo zorganizowana, miała do pomocy asystentkę, która przejmowała książki od kolejki, otwierała je na odpowiedniej stronie i sprawnie przekazywała Zadie. Zadie raz dwa się podpisywała, a w międzyczasie delikwent mówił dla kogo, żeby autorka mogła dopisać imię u góry strony. Będąc przywiązana do swojego imienia i nie chcąc mieć dedykacji w wersji angielskiej, wymówiłam je po polsku, zaraz oferując przeliterowanie. Na co Zadie entuzjastycznie wykrzyknęła „Ja wiem, ja wiem!” zamaszyście dopisała imię i podając mi książkę, dodała: „Po włosku!” No coż, nie miałam serca wyprowadzić jej z błędu…

autograf