nowe rozmowy o książkach

Tłumaczę przede wszystkim dla poszerzenia doświadczeń językowych. Dla kogoś, kto sam coś pisze, tłumaczenie jest doświadczeniem, które trudno przecenić, pozwala z całą mocą poczuć swoją obcość w języku, ale daje również możliwość kształtowania siebie w obliczu tej obcości.

Jerzy Jarniewicz w rozmowie z Zofią Zaleską, Przejęzycznie, str. 186

Takiej właśnie książki mi brakowało! Rozmowy Zofii Zaleskiej, których część wyrosła z wywiadów przeprowadzonych dla Dwutygodnika, zostały zebrane pod tytułem Przejęzyczenie. Rozmowy o przekładzie. Jest to dwanaście rozmów z wybitnymi tłumaczami, które czyta się wręcz przepysznie. Podczas tej lektury czułam się tak, jak podczas czytania rozmów Barbary Łopieńskiej Książki i Ludzie, taka jest udana.

 

Jeżeli ktoś się obawia, że są to rozmowy jedynie o tłumaczeniach, pełne teorii czy specyficznych terminów, lub lingwistyki, mogę go uspokoić, że wcale tak nie jest! Bo oprócz fachu rozmówcy Zaleskiej mają jeszcze parę cech wspólnych, a jedną z nich jest pasja do literatury i to z niej wyrosły ich tłumaczenia, to ona motywuje ich do pracy i to ona przebija we wszystkich (poza jedną) rozmowach. Oczywiście, Zaleska pyta się każdego, czym dla nich jest dobre tłumaczenie, ale dla mnie są to przede wszystkim doskonałe rozmowy o dobrych książkach.

Można sobie poczytać o Nabokovie i Donie DeLilo (Michał Kobukowski), dowiedzieć się masy interesujących rzeczy o Sandorze Maraim w rozmowie z Teresą Worowską, poczytać o Robercie Walserze czy Cannettim w wywiadzie z Małgorzatą Łukasiewicz, która swoją drogą jest jedną z moich ulubionych rozmów w tym zbiorze. Do kolejnych należą: rozmowa z Piotrem Sommerem (tyle energii! tyle humoru!), Anny Wasilewskiej (poza Ireneuszem Kanią, który jednak tłumaczy z kilkunastu języków, jedynej tłumaczki z włoskiego w tej książce), dla której tłumaczenie jest jak rozwiązywanie krzyżówek, i rozmowa z Ryszardem Engelkingiem, matematykiem, głównie za dystans jaki ten człowiek ma do siebie.

Oprócz pasji wszyscy rozmówcy też charakteryzowali się ogromną ciekawością. Brakuje mi tej cechy we współczesnym świecie, wydaje mi się, że ludzie przestali się ciekawić, nie zaglądają do słowników. Fantastyczna jest więc ta ciekawość bohaterów książki, i to jak im w zawodzie tłumacza „wszystko się przydaje.” Urzekło mnie też, że niemalże każdy w tej książce podkreślał wagę pracy redaktora przy przygotowaniu tłumaczenia i wkład redaktora w ostateczny kształt książki. Być może wynika to z faktu, że z redaktorami jest podobnie jak z tłumaczami i ich pracę rzadko się docenia; redaktorów dostrzega się wtedy, jak ich nie ma. Redaktor jest niewidoczny, to dopiero przy kiepsko przygotowanych książkach krzyczymy „gdzie jest redaktor?” I czy tak  też nie traktuje się tłumaczy?

W sumie wszystkie wywiady czytało mi się z ogromną przyjemnością, poza jednym: z Magdą Heydel. Tak bardzo brakowało mi w tej rozmowie pasji, że podczas lektury czułam niemalże fizyczny ból. Była za to teoria, masa teorii i szafowanie nazwiskami teoretyków przekładu od Lawrence’a Venuti’ego po Theo Hermansa. Jasne, ja też miałam okres zafascynowania Venutim, kiedy na studiach czytałam o jego teorii obcości przekładu i do dzisiaj uwielbiam Theo Hermansa, z którym miałam seminaria (tak, ja też mogę rzucać nazwiskami!) Ale od czasu studiów translatorskich zdążyłam wyrosnąć ze ślepej miłości do teorii, i mimo to, że ona owszem, nadal mnie interesuje, to słabo mi się robi, kiedy czytam wypowiedzi typu:

(…) uważam, że byłabym dużo gorszą tłumaczką, gdybym nie miała tej samoświadomości, którą daje mi wiedza teoretyczna. Dzięki niej wiem, że budując język Virginii Woolf, dokonuję przeniesienia we współczesność tekstu z przeszłości, że to jest moja Virginia Woolf, moje słowa, że ja tę Virginię Woolf po polsku wymyśliłam, kierując się także wiedzą o tym, jak przekład działa we współczesnej literaturze. (str. 283)

Powiedziałabym, że w Heydel jest wręcz za dużo tej samoświadomości, wszystkie jej wypowiedzi się nią odznaczały, a jednocześnie nie potrafiła powiedzieć niczego od siebie, nawet zapytana o swoje własne tłumaczenia cytowała wypowiedź Jerzego Jarniewicza… Na szczęście wszystkie pozostałe rozmowy są o wiele przyjemniejsze w lekturze, na przykład tak rozmowa z Ireneuszem Kanią:

Chęć poznania w oryginale tego, co czytam w przekładzie była motywem, który mną powodował, gdy dziesiątki lat temu zająłem się tłumaczeniem. Jako tłumacz swoje główne zadanie upatruję w tym, aby zainteresować czytelnika w takim stopniu, żeby nabrał ochoty na przeczytanie oryginału. (str. 43)

Reklamy