22/02/2012

czas

nadal zimno, nadal szaro. codziennie rano przypalam mleko. śpieszę się po to, by mieć więcej czasu i nie musieć się śpieszyć. robię kilka rzeczy na raz, żeby przez parę minut móc nie robić nic i w porannym spokoju wypić kawę z przegotowanym mlekiem. sprawdzony sposób na przypalanie rondelków.

o 8.30 wylewam się z tłumem z pociągu, stoję w kolejce do wyjścia z peronu, przechodzę przez jezdnię w niedozwolonym miejscu.

0 8.40 otwieram żółtym kluczem drzwi biblioteki i zaraz szybko zatrzaskuję je przed gorliwymi studentami, którzy już się tłoczą, już chcą wejść, książkę oddać, esej wydrukować, zająć biurko. a mogli sobie jeszcze pospać ze 20 minut.

o 8.45 włączam komputer i udaję się do kuchni. gotuję wodę, robię pierwszą herbatę.

czas. przed godziną jeszcze w deficycie, teraz okazuje się, że go mam w nadmiarze i brakuje mi zbytu. więc do piątej po południu będę odliczała czas herbatami. herbatą z  kardamonem, cynamonem, różą, koniecznie z domieszką lukrecji.

07/02/2012

małe porcje

jestem długodystansowcem. w każdym znaczeniu tego słowa, w niemalże w każdej dziedzinie. od zawsze używam tych samych perfum, kupuję ubrania w tych samych sklepach i nowe zawsze przypominają te, które już leżą w szafie. a tak w ogóle to najchętniej chodzę w jednej spónicy, dopóty materiał się nie przetrze. lubię jak coś trwa. w poprzednim wcieleniu na pewno nie byłam jętką, a raczej jakimś żółwiem z galapagos.

uwielbiam też duże porcje. i nie chodzi mi tylko o ciasto lub makaron. uwielbiam duże porcje słów, przede wszystkim. niech są ze mną jak najdłużej, niech jak najdłużej się toczą. raczej nie interesują mnie w książkach intrygi, tajemnice, suspensy, budowanie napięcia, nieoczekiwane zwroty akcji, niespodziewane zakończenia. to słowa mnie do nich przyciągają. tarzam się w nich jak dzieciak w śniegu. zanurzam, aż stracę oddech.

nie to, żebym powoli czytała, chociaż czasami specjalnie spowalniam. lubię po prostu jak książka ma 600 stron. albo najlepiej dwa tomy. siedmiotomowy Proust to mój ideał. aż tu nagle przytrafia się taka Alice Munro. nęci panosząc się na księgarnianych półkach. dać szansę? po przeczytaniu wstępu autorstwa Franzena miałam raczej ochotę rzucić się na jego książki, ale jak się już na nie rzuciłam, to mi chwilowo przeszło. i tak leżała sobie Munro na mojej półce przez ponad rok, aż w końcu pewnego wieczora stwierdziłam, że  spróbuję, przecież nie gryzie.

Munro na pierwszy rzut oka jest wszystkim, co mi obojętne: krótkością, napięciem, nieoczekiwanym zwrotem ‘akcji’. a teraz brak mi słów. czytam jej opowiadania z ogromną przyjemnością, dozuję je sobie, po jednym dziennie, i są to najmilsze chwile mojego dnia. Munro jest jak niewidoczny wir w spokojnej rzece. płyniesz sobie nieświadom zagrożenia, a tu nagle coś cię wciąga. mąci, ale mąci wspaniale.

po prostu nie mogę się oderwać.

 

 

 

ps. dla zainteresowanych wywiad z Alice Munro w Paris Review of Books.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.